„Jeszcze nie jestem gotowa.” Czyli jak my kobiety odkładamy własną karierę na później – i dlaczego to nie jest nasza wina

Gdyby „jeszcze nie jestem gotowa” było walutą, wiele liderek byłoby dziś milionerkami.

 

Mówimy to sobie przed rozmową o awansie. Przed aplikowaniem na stanowisko, które nas ekscytuje. Przed zgłoszeniem się do projektu, który wydaje się o jeden poziom za wysoki. Przed każdą decyzją, która mogłaby nas wyróżnić i wystawić na ocenę.

 

I zawsze brzmi rozsądnie. Odpowiedzialnie nawet. „Przecież lepiej poczekać, aż będę naprawdę przygotowana, niż się skompromitować.”

 

Problem w tym, że ten moment rzadko nadchodzi.

 

Zacznijmy od obalenia mitu, który irytuje mnie najbardziej: że kobiety nie chcą awansować, bo cenią work-life balance bardziej niż kariery, że są „mniej ambitne”, że po prostu takie są.

 

Bzdura.

 

Pracuję z liderkami, które wstają o szóstej, odpowiadają na maile w niedzielę wieczór i potrafią zarządzać trzema kryzysami jednocześnie, nie tracąc przy tym dobrego humoru ani relacji z zespołem. Ambitne? Owszem. Gotowe sięgnąć po więcej? Tutaj zaczyna się komplikować.

 

Badania Hewlett Packard pokazują, że kobiety aplikują na nowe stanowisko dopiero wtedy, gdy spełniają **100% wymagań z ogłoszenia**. Mężczyźni — przy 60%.

 

Nie dlatego, że kobiety są mniej kompetentne. Dlatego, że gdzieś po drodze nauczyły się, że muszą być pewne, zanim zrobią krok, że lepiej poczekać, że jeszcze trochę.

 

A „jeszcze trochę” potrafi trwać latami.

 

Skąd się bierze ten głos w głowie?

 

Wyobraź sobie dwie kariery startujące w tym samym miejscu.

 

Ona: solidna, zaangażowana, zawsze dobrze przygotowana. Dostaje świetny feedback. Awansuje, bo „na to zasłużyła”. Każdy kolejny krok poprzedza dokładną analizą: czy jestem gotowa? czy mam wszystkie kompetencje? czy nie za wcześnie?

 

On: podobne kompetencje, podobne wyniki. Aplikuje na stanowisko, które go trochę przerasta. Dostaje je. Uczy się w trakcie. Za dwa lata jest o dwa szczeble wyżej.

 

To nie jest bajka. To schemat, który pojawia się w organizacjach na całym świecie  i który ma swoją nazwę: „confidence gap”,  czyli luka w poczuciu własnej wartości zawodowej.

 

Kobiety są wychowywane do perfekcjonizmu. Do odpowiedzialności. Do tego, żeby nie ryzykować bez potrzeby, nie wychylać się za bardzo, nie zajmować za dużo miejsca. To lata komunikatów, które dostałyśmy od rodziców, nauczycieli, mediów i środowisk zawodowych.

 

Te komunikaty mieszkają teraz w głowie, przebrane za „rozsądek” i „pokorę”.

 

Co naprawdę stoi za słowami „jeszcze nie jestem gotowa”

 

Kiedy pracuję z liderkami indywidualnie, bardzo rzadko okazuje się, że problem leży w kompetencjach. Znacznie częściej pod „nie jestem gotowa” kryje się jedno z kilku przekonań:

 

„Jak się wychylę i nie wyjdzie, wszyscy zobaczą, że jestem fake.”

Czyli klasyczny syndrom oszusta — poczucie, że dotychczasowy sukces był przypadkiem, a nie efektem rzeczywistych umiejętności.

 

„Jak będę robić karierę, to stracę relacje.”

Liderki często obawiają się, że ambicja sprawi, że będą postrzegane jako zimne, agresywne, „zbyt dużo chcące”. To przekonanie potrafi skutecznie blokować przez lata.

 

Muszę być pewna na 100%, bo jeśli popełnię błąd, to znaczy, że się nie nadaję.”

Perfekcjonizm jako mechanizm obronny — jeśli nigdy nie zacznę, nigdy nie poniosę porażki.

 

Każde z tych przekonań ma swoją historię i każde można przepracować. Nie od razu wyeliminować, ale nauczyć się je rozpoznawać i nie pozwalać im podejmować decyzji zamiast Ciebie.

 

*Więcej na: [sheleadsnext.com](https://sheleadsnext.com)*

*Przywództwo kobiet | Program rozwoju dla kobiet | She Leads Next*